Wenecja wrzesień 2013

Wielkie podziękowania dla Pawła ( honda104)

Start zaplanowany jest na 6,00 w Jankach koło Warszawy. Wujek Tomek, kolega z forum www.banici.pl ma dojechać z Serocka, niestety zaspał i musiałem jechać sam. 387 km w linii prostej, a 485 droga krajową łączącą Warszawe ze Studzienno miejscem zlotu, pokonałem dość szybko często przekraczając dozwolone prędkości, jednak nadal bezpiecznie i z głową.

https://www.facebook.com/RekreacjaPodRogaczemto adres pensjonatu w górach stołowych, polecam głównie motocyklistą, ładnie, czysto i tanio, właściciel jest motocyklistą i udziela nam sporych zniżek.

Po 5 godzinach docieram na miejsce, nie ma jednak nikogo. Obajzdówka po uroczych zakądkach Gór Stołowych juz się rozpoczęła, wykonuje kilka telefonów,

namierzam Banitów i wyjeżdżam Im na spotkanie. Szybkie powitanie, świeży pstrąg w smażalni i lecimy dalej, aby przy wieczornym grillu oddać się zlotowym pogawędką. Zaliczamy jeszcze tego dnia drogę 100 zakrętów (kultową, choc troszkę dziurawą) podziwiając w pełnej okazałości Szczeliniec Wielki.

Dzień 2

Wyjeżdżam jako jeden z pierwszych, ale piękne widoki zatrzymują mnie co chwilę i robię sporo zdjęć.

Tak się ociągam, że spora grupa Banitów która wyjechała godzinę po mnie, wyprzedza mnie gdy stoję i podziwiam uroki Dolnego Śląska. Pozdrawiamy się jeszcze raz, nagrywam film z ich przejazdu i znów dosiadam Jennifer, przed nami jeszcze sporo kilometrów. Droga dobrze mi juz znana, więc bez większych postojów zaliczam Czechy, wjeżdżam do Austrii i zaczynam rozglądać się za noclegiem. Ten wypadł w okolicach Salzburga, jak się później okazało Luca kolega z forum www.banici.pl był tam następnego dnia w swoim Eurotripie, a taka była okazja do wypicia Austryjackiego piwka, trudno, może uda się następnym razem.

Dzień3

W nocy jakieś zwierzaki chodziły obok namiotu i zjadły mi zostawiony na motocyklu pasztet. Pogoda znacznie się pogorszyła, ochłodziło się i pół nocy padało.

Trudno i tak bywa, jadę jednak dalej, pada coraz bardziej, widoczność spada i w ostatniej chwili zauważam zjazd z autostrady na Grossglockner. Zatrzymuje się do celu mam 50 km, ale jaki ma sens, jechać tak piękną drogą w ulewnym deszczu i z niemal zerowa widocznością, szybka decyzja, Grossglockner zostawiam na lepsze czasy i jak najszybciej opuszczam Alpy- kierunek Włochy. Decyzja okazała się słuszna, gdy tylko wysokie góry zostały za plecami pogoda sie poprawiła, słońce wyszło i zrobiło się ciepło. 50 km przed Wenecją dzwonie do Pawła kolegi z forum www.romet125.pl , a On z otwartymi ramionami przyjmuje mnie w swoim domu. Skuter zostawiam na parkingu przed miastem i dalej juz na pieszo idziemy do Pawła mieszkania. Poznaje Jego mamę, siostre i szwagra utytuowanego kulturystę i ruszamy w miasto. Wenecja to cud natury i pracy rąk ludzkich, fenomen na skale światową, 118 wysp, tyle samo kościołów, kanały, woda, gondole. Wszystko znam wyłącznie z fotografii, rzeczywistość jest jeszcze piękniejsza i bardziej zaskakująca. Wenecja to również nowe smaki.

Policja-pływa, karetka-pływa, autobus-pływa, śmieciarka, towarówka, osobówka, taksówka- wszystko pływa, nie ma ulic po których możnaby sie poruszać chociażby skuterem, można tylko chodzić lub pływać.

Odkryciem tego wieczoru jest jednak Spritz- orzeżwiający drink na bazie różowego wina Aperol, wina musującego i wody mineralnej z dodatkiem kawałka pomaraćczy, oliwki i lodu. Jest pyszne, nawet moje ukochane piwko odeszło w Wenecji na drugi plan.

Dzień 4

Ten dzień przeznaczam wyłącznie na zwiedzanie, najpierw mama Pawła pokazuje mi tajemnice Wenecji, po południu sam, oczywiście się gubie, a potem z Pawłem chodzimy i pływamy.

Odwiedzamy położone o pół godziny drogi tramwajem wodnym, Murano słynne na całym świecie ze szklanych wyrobów, oraz Burano z kolorowymi domami, których kolor wskazywał drogę pijanym rybakom. Robie mnóstwo zdjęć, kręcę filmik i napawam sie atmosferą miejsca. Gondole są wszędzie i pomimo dość wysokiej ceny, wiekszość jest zajęta.

Jest pięknie warto było, a Paweł jest równie zaskakujący jak sama Wenecja. Fanatyk surwiwalu, motocyklista, żeglarz, pilot ultra lekkich samolotów, podróżnik, ciekawe jak wiele jeszcze o nim nie wiem. Dzięki za miłe przyjęcie.

Dzień 5

Czas powoli wracać do domu, Wenecja zostaje z tyłu, a przede mną Alpy i oczywiście deszcz, już mniejszy niż gdy jechałem w ta stronę, ale jednak pada, jadę inną drogą i nocleg wypada mi na mało zaludnionej i górzystej Słowacji w okolicy Ziliny.

Popijam sobie Smadnego Mnicha moje ulubione słowackie piwo o zawarości 4,3 % Vol. i rozmyslam nad moją wycieczką. Czuję niedosyt, ale jestem szczęśliwy, poznałem piękne miasto, niestety strasznie drogie, ale byłem tam trochę za krótko, może jeszcze kiedys sie uda.

Dzień 6

Do Polski juz blisko, do domu oczywiście mi się śpieszy, ale nie aż tak, zeby nie skorzystać z zaproszenia znajomych Górali Żywieckich, jadę więc poznać prawdziwą góralską gościnność. Grill, piwko i ośmioletnie nalewki z pigwy, jarzębiny gruszki i nie wiem czego tam jeszcze, potwierdzają, ze to naród może i zawistny, ale napewno bardzo gościnny. Znajomi pochodzą z okolic Kraśnika, jednak wystarczyło kilka lat pomieszkać w Beskidzie Małym i juz zaczynaja mówić jak miejscowi, a ich dzieci, mówią juz miejscową gwarą, uzywając czesto słów które słyszałem pierwszy raz w życiu.

Dzień 7

Dziś do przejechania, 370 km. Droga przebiega przez Tychy postanowiłem więc skorzystać z zaproszenia Artura i wpaść na kawkę, niestety godziny mojego powrotu i godziny pracy Artura sie nakładały, trudno może następnym razem się uda. Piękna wycieczka, miło wspominam, uważam, ze warto choć pozostał pewien niedosyt, ciekawe kiedy znów zawitam do Wenecji, moze zaczne polować na promocje ryanair’a. Czas pokaże.

 

Galeria: Wenecja

Komentowanie jest wyłączone