Ustka-Banici 2013

Równe 500 km zrobiłem z Piastowa na teren zlotu, z czego 150 km po zmroku i w deszczu, ale jechało się wręcz znakomicie ponieważ na miejscu czekała nagroda- przyjaciele motocykliści. Ludzie z którymi przemiło spędza sie czas i z którymi chętnie spedzał bym go o wiele więcej.

MIło zobaczyć te same i kilka nowych usmiechnietych mordek, wolnych na ten czas od trosk życia, tylko bawiących się z uśmiechem na twarzy.

Pierwszy dzień, a właściwie już noc ponieważ na miejsce dojechałem około 23.00 spędziliśmy na grillowaniu, piwkowaniu i rozmowach. A przewodnim tematem był Nordkapp i uczestnicy kilkudniowej wyprawy na najdalej na północ wysunięty kraniec Europy, Ci śmiałkowie to Junk i Jarek. Wariaci którym nie straszne mrozy i nawet po sniegu jeżdżą swoimi chińskimi sprzętami.

Słońce i ciepło od samego rana w sobote wbrew prognozom pogody trochę mnie zaskoczyły. Czas więc na wycieczkę, jedziemy do bunkrów ,,Baterii Bluchera”. Miejsca wybudowanego przez niemców, gdzie znajdowały się cztery działa kalibru 105 mm ( obecnie został po nich jedynie żelbetonowe podstawy i schrony połączone ze sobą).

Widać było, że przewodnik opowiadający historie tego miejsca to pasionat i poznawanie ,,Baterii Bluchera” zajeło mu wiele lat, a swoją wiedzą chętnie się dzieli ciekawie przekazując wpatrzonym w niego słuchaczom.

Chyba jednak nie wszyscy byli do końca zainteresowani historią Ustki, domyslam sie jednak, że Dobry jako autochton i tak znał ja lepiej niz sam przewodnik.

Po obiedzie żegnamy Junka i Jarka jadących do Gdyni na prom, a sami przystępujemy do podtrzymywania tradycji spożywania napojów i strawy zakupionej w Biedronce.

Niedziela to głównie uściski i pożegnania z Banitami, teren ośrodka zaczyna pustoszeć czas więc i na mnie. powrotne 500 km mija szybko, zahaczam jescze po drodze krzyżacką twierdze Bytów i pomalutku z naładowanymi akumulatorami śmigam do domu.

Komentowanie jest wyłączone