Rosocha 2012

Długo oczekiwany wyjazd na zlot w okolice Koła udało sie zaliczyć. Przy okazji organizowanego w terminie 6-8 lipca „Festiwalu Wolnych Ludzi” rajdu samochodów 4×4 oraz miedzynarodowego zlotu motocyklowego, zebrała sie grupka przyjaciół- Banitów, aby razem miło spędzić czas.Większość ludzi zebrała się, juz w piątek, ja jednak dojechałem dopiero w sobote. Wyruszam o 7.00, już jest gorąco, z czasem jednak, chmury zaczynają zasłaniać słońce i temperatura spada do przyzwoitych 25 stopni. Droga raczej nudna, nie tylko dla mnie bo do rowu wpada Tir przewożący samochody. Znajduje jeszcze w Dąbiu kamień i studnie gdzie gasił pragnienie, obmywał strudzone stopy i odpoczywał św. Bogumił ( 1116-1182) arcibiskup gnieźnieński, a później pustelnik.

Lekko błądze , jednak autochtoni szybko wskazują właściwy kierunek i około 12.30 docieram na miejsce.

Pięknie, gospodarstwo Mietka i Tereski to zadbane miejsce, niemal stworzone do przyjmowania przyjaciół. Olbrzymi teren, przygotowany trawnik pod namioty, wielka altana i lodówka z zakąską i zimną wódką powodują, że odrazu poczułem się tu znakomicie. Są namioty, ale nie ma ludzi, wita mnie jedynie Wiekowy, wypijamy kawe i ruszam w poszukiwaniu Banitów.

Dosłownie kilka kilomerów od Rosochy, na stacji paliw dopadam część Banitów i razem z nimi jedziemy na obiad gdzie druga grupa motonitów już biesiaduje. Po obiedzie jedziemy zwiedzać obóz smierci w Chełmnie nad Nerem, pierwszy niemiecki ośrodek masowej zagłady Żydów.

ksterminacji dokonywano w samochodach-komorach gazowych, spaliny auta były wpuszczane do ładowni w której za każdym razem było ok 60-100 osób, ich smierć następowała w przeciągu 15 minut. Zwłoki były zakopywane a w II etapie również palone w krematoriach na terenie lasu Rzuchowskiego. Według oficjalnych danych zamordowano tu około 230000 osób, również kilkaset dzieci. Napis na pomniku brzmi „WZIĘTO NAS OD STARCA DO NIEMOWLĘCIA, MIĘDZY MIASTEM KOŁO A DĄBIE. WZIĘTO NAS DO LASU I TAM NAS GAZOWANO, ROZSTRZELIWANO I PALILI… OTÓŻ PROSIMY ABY NASI PRZYSZLI BRACIA UKARALI NASZYCH MORDERCÓW. ŚWIADKÓW NASZEGO GNĘBIENIA, KTÓRZY MIESZKAJĄ W TEJ OKOLICY, JESZCZE RAZ PROSIMY O ROZGŁOSZENIE TEGO MORDERSTWA PO CAŁYM SWIECIE…

Po dotarciu do Rosochy, rozpoczynamy część kulturalna naszego spotkania, czyli rozmowy, spiewy i tańce w rytm muzyki, jaką serwuje nam DJ Luca. Kilku osobą zachciało sie polatać, w tym oczywiscie Pszczółce i skorzystali z uprzejmości Miecia kolegi i poszybowali małym samolocikiem zaopatrzonym w motocyklowy silnik Kawasaki (nie ma to jak popatrzeć na wszystkich z góry). Pląsy przerywa jednak potężna burza, która zgania wszystkich do altany, a przy okazji wlewa hektolitry wody do mojego chińskiego namiotu. Wszystko pływało, karimata, śpiwór, ubrania cywilne i motocyklowe, jedynie suchy ocalał kask i glany, no cóż takie są uroki campingów. Uratował mnie (chyba brat Łukasza-dzięki wielkie) zapewniając suche łóżko w garażu. Nie był to jednak byle jaki garaż, to był garaż jakim ja chciał bym dysponować, lśniąca Miecia Honda 1800 ccm, BMW , SV 1000, i jeszcze kilka innych ciekawych sprzętów, oj miło się spało.

Poranny bigos powoli stawiał na nogi, czas rozstania nadchodził nieubłaganie i pomału tłum zlotowiczów topniał. Przyszła i pora na mnie, nie wracałem jednak drogą którą tu dotarłem, nadrobiłem kilka kilometrów i przez Włocławek i Płock malowniczą drogą wzdłóż Wisły dotarłem do domu. Dziękuje Wszystkim a głównie Mieciowi, Teresce, Lucowi i Marzence.

Galeria: rosocha2012

Komentowanie jest wyłączone