Mazury – Cierzpięty 2010

Mazury – Cierzpięty 2010

Dzień 1

Balbinka ( Toyota Corolla „97 ) zapakowana po sam dach, mknie drogą 61 przez Zegrze, Serock, Pułtusk i Ostrołękę, wjeżdżamy na Kurpiowską ziemię, ziemie ludzi dumnych i szczęśliwych. Piszę tak ponieważ poznałem tam kilka osób i nie widziałem zwątpienia w ich oczach, nie narzekali, śmiali się i bawili ciesząc się bliskością natury. Dwie puszcze Mazowieckie Biała i Zielona dzielą Kurpie na dwie części. Naturalna bariera tworzona przez błotniste ziemie i lasy spowodowała powstanie odrębności kulturowej którą można zaobserwować nawet dziś, wystarczy odjechać od najczęściej uczęszczanych szlaków aby zobaczyć kurpiowskie chaty lub posłuchać w przydrożnym sklepie charakterystycznej Gwary ciężkiej do zrozumienia dla laika.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Odwiedzamy przyjaciół Gienka i Ulę, która tak jak moja Renatka jest w ciąży, oraz Dominika, balujących w swojej kurpiowskiej drewnianej chacie, jest świetnie, tym bardziej, że zaraz po nas zjeżdża się pół wsi, żeby posiedzieć i porozmawiać.
Musimy jednak ruszać dalej, żeby zameldować się w wynajętym domku w Stanicy Wodnej nad jeziorem Mokrym we wsi Cierzpięty.
Jezioro Mokre jest jeziorem rynnowym o głębokości przekraczającej 50 m. które jest częścią spływu kajakowego Krutyni, 14 km na zachód leży miejscowość Ruciane Nida natomiast 20 km na południe Mrągowo. Stanicę Wodna odwiedzamy juz po raz trzeci, dzięki sporym odległością pomiędzy domkami czujemy się praktycznie jak byśmy byli sami, więc mamy możliwość aby odpocząć i wyciszyć się.

Dzień 2

Domek nr.35 jaki przydzieliła nam pani Zosia właścicielka ośrodka jest duży i wygodny, brak w nim jedynie łazienki, jednak nie jest to dla nas żadna przeszkoda.
Robimy fajna wycieczkę po okolicy, jeżdżąc mniej uczęszczanymi szlakami, tak aby jak najbardziej poczuć ducha Mazur. Zatrzymujemy się co chwila, albo, żeby trochę odpocząć, albo zrobić zdjęcie czegoś co akurat przyciągnęło naszą uwagę. Zajeżdżamy do znanej miejscowości Ruciane- Nida, leżącej na trasie Wielkich Jezior Mazurskich, aby zjeść obiad.
Miasto znamy juz dość dobrze, więc zaraz po posiłku robimy tylko szybki spacer po porcie jachtowym ,, u Faryja” i ruszamy dalej. Plan jest następujący, objeżdżamy jezioro Bełdany obierając kierunek na Wejsuny, Onufryjewo oraz Wierzbę aby tu skręcić do Popielna nad jeziorem Śniardwy do stadniny konika polskiego. Zwiedzamy Muzeum Przyrodnicze w stacji badawczej PAN i fotografujemy zawsze chętnie pozujące koniki.
Są trzy sposoby wydostania się stąd, ale tylko jedna lądem na dodatek ta sama którą tu przyjechaliśmy, kolejny sposób to wyczarterować jacht, wypożyczyć kajak bądź rower wodny ( ale wtedy trzeba zostawić auto na brzegu ) lub wjechać na prom przed którym mocno broniła się Renata. Udało się ją jednak namówić i ostatnim kursem ( prom pływa w godz. 11-17.40 cena biletu 10 pln. samochód, 6 pln. motocykl i 3 pln. każda dodatkowa osoba) przepłynęliśmy na drugi brzeg, aby po pięciu kilometrach szutrowej ale bardzo równej drogi dojechać do Mikołajek. Stąd juz piękna, równa, asfaltowa droga z wieloma szybkimi zakrętami przez Uktę w stronę ,, naszej” stanicy.

Dzień 3

Budzimy się dość późno, w końcu jesteśmy na wakacjach i przyjechaliśmy tu odpocząć i wyspać się. Zastanawiam się zawsze nad ludźmi nie wyjeżdżającymi na wakacje, jak Oni są w stanie pracować przez cały kolejny rok. W jaki sposób ładują swoje ,, akumulatory ” , jak radzą sobie ze stresem w pracy i życiu codziennym. Czy pełne dwa tygodnie spędzają przed telewizorem czy komputerem, czy po powrocie do życia zawodowego są w stanie skupić się na pracy i wykonywać swoje obowiązki sumiennie- wątpię, nie zazdroszczę im, ale podziwiam, jak można świadomie marnować tyle czasu ze swojego życia i w pewien sposób świadomie je skracać. W końcu człowiek zmęczony i zestresowany jest bardziej podatny na choroby czy zawały, dlatego ja robie sobie wakacje 2-3 razy w roku a plan jest jeszcze ambitniejszy, po pierwsze wyjechać na dłuższą np. dwu miesięczną podróż oraz na przyszłość przeprowadzić się w jakieś spokojniejsze, mniej stresogenne od Warszawy miejsce i wybudować na Dolnym Śląsku lub w Bieszczadach mały pensjonacik z kilkoma pokojami gdzie będę przyjmował swoich przyjaciół i organizował np. zloty motocyklowe.

Dzień 4

Dziś dotarli do nas przyjaciele, których odwiedziliśmy pierwszego dnia, aby kontynuować przywiezioną z Piastowa tradycję wspólnych rozmów o wszystkim i o niczym, a głównie o naszych ciężarnych żonach i picia naszych ulubionych napoi. Tutaj właśnie odkryłem smak prawdziwego piwa, nowego o niepowtarzalnym smaku, takiego którego nie znajdziesz w swoim osiedlowym sklepiku pod blokiem. W tym pięknym zakątku Polski powstaje tradycyjnie warzone, bez chemii tylko na naturalnych składnikach piwo niepasteryzowane, dodatkowo krótki termin przydatności do spożycia powoduje, że zawsze są naturalne i świeże. Producentem ich jest Browar Kormoran z Olsztyna, gorąco polecam bo tylko na Warmii i Mazurach możecie spróbować pysznego orkiszowego powstającego z prastarej odmiany pszenicy dojrzewającego w butelce i lekko słodkawym smaku. natomiast dla kobiet Wiśnia w Piwie z sokiem wiśniowym oraz piwo Miodne ze słodyczą miodu oraz kawowo-czekoladowym posmaku.

Dzień 5

Ruszamy odwiedzić moją siostrę Sylwię, jej męża Dariusza, oraz trójkę ich dzieciaków Klaudię, Michała mojego chrześniaka, oraz najmłodszą Ilonkę.
W okolicę jeziora Roś (Warszawskiego) położonego na południowy wschód od jeziora Śniardwy, oraz około 2 kilometry od miejscowości Pisz, dojechali tam samochodem kempingowym zbudowanym na bazie Forda Transita, zabierając ze sobą motorówkę oraz skuter do szybkich wyskoków na miasto, w celu uzupełnienia codziennie opróżniającej się lodówki.
Jako miłośnik motoryzacji nie mogłem odmówić sobie przyjemności popływania bardzo ciekawą motorówką przebudowaną z żaglówki. Pozbawiono ją jednak masztu i całego osprzętu montując gaźnikowy silnik 1,5 z Poloneza. Całość nawet bardzo sprawnie śmiga po wodzie i ma wystarczającą moc aby pociągnąć narciarza, co udowodnił szwagier, którego kilkakrotnie wyholowałem na pełne jezioro.

Dzień 6

Dzisiejsza wycieczka do moich ukochanych Mikołajek przeniosła mnie o kilka lat wstecz, w czasy gdy jeszcze jako małolat z moim tatą oraz wujkiem a później sam (także na rowerze) jeździłem tu odpoczywać, łowić pierwsze ryby i uczyć się obcowania z przyrodą. Często sam przez kilka godzin siedziałem na prowizorycznym pomoście, miałem czas na przemyślenia i wiem, że to właśnie tutaj nad jeziorem Tałtowisko poczułem prawdziwy smak wolności, byłem sam i wcale mi to nie przeszkadzało. Teraz wiem dlaczego większość moich motocyklowych podróży to podróże samotne, sam jestem sobie sternikiem i żaglem.
W Mikołajkach poza znaną wszystkim Wioską Żeglarską i typowymi dla miejscowości turystycznych bazarowymi przybytkami gdzie można kupić pamiątki, kostiumy kąpielowe, owoce, a nawet oscypki czy np. dopalacze znajdują się dwa bardzo ciekawe kościoły jeden Ewangelicko-Augsburski z bardzo ciekawym wnętrzem gdzie filary oraz ławki wykończone są na biało co robi niesamowite wrażenie. W nawie głównej stoi dzwon który kilka lat temu spadł pękając, dziś na wyremontowanej dzwonnicy wiszą już dwa nowe dzwony.
Drugi natomiast kościół Matki Bożej Różańcowej z wieżą widokową i ławkami jakie najczęściej widuje się na stadionach.

Dzień 7

Z wielkim żalem opuszczamy Stanicę Wodną i pomalutku ruszamy na Kurpie. Gienek, Ula, Dominik oraz sąsiad Władeczek już na nas czekają, mamy jednak problem z trafieniem na miejsce więc wyjeżdżają po nas. Ten dzień spędzamy na opalaniu, zabawach i rozmowach, a tematów w takim towarzystwie nigdy nie zabraknie, więc dopiero późnym wieczorem napojeni i nakarmieni udajemy się na spoczynek.

Dzień 8

Dzień powrotu zawsze jest najgorszym dniem każdego urlopu, niestety nie możemy pozwolić sobie na dłuższe wakacje i około południa ruszamy do domu. Gienek jako miejscowy prowadzi nas zakamarkami puszczy mazowieckiej sprawnie omijając korki z pewnością czające się na głównej drodze nr. 61. Zatrzymujemy się jeszcze aby nasze zmęczone żony troszkę odpoczęły i po 2,5 godziny docieramy do Piastowa

Komentowanie jest wyłączone