Maroko kwiecień 2013

Podróż tą detykuje zmarłemu niedawno Tacie, który znał moje plany, jednak nie doczekał ich realizacji.

 

Całkowita zmiana planów, zbieg kilku wydarzeń wymusił na mnie zmianę niemal wszystkiego co wcześniej zaplanowałem. Jedynym pewniakiem pozostaje Maroko, ale rezygnuje z motocykla na rzecz samolotu. Ryanair poprzez Londyn wyniesie mnie do Fez-u, kolebki muzułmańskiej duchowości, to jak Częstochowa dla Polaków. Jedyna taka Medyna na świecie, gdzie można znaleźć ludzi którzy spędzają w niej całe zycie nie wychodząc nigdy poza jej bramy. Miasto w którym błądzą nawet miejscowi. Poszukam wypożyczalni motocykli, moze pośmigam troche miejscowymi srodkami lokomocji. Do Marrakeschu ciężko bedzie się dostać, ale Meknes, Rabat czy Casablanka będą w moim zasięgu.
Zarezerwowałem, też hotel Dalila za 430 pln,ów/6 dni ze śniadaniami i łazienka w pokoju ( co nie jest w przypadku tanich Hoteli standardem w Maroku). Powrót również Ryanair z przesiadką w Brukseli. Start 18 kwietnia, powrót 24 kwietnia.

Dzień 1

Siostry odwożące mnie na lotnisko Chopina w Warszawie mówią: ,,uważaj na tych dzikusów” i całuja na pożegnanie. Dziwne, czyżby bały się, że nie wróce. Start Boeingiem 737 serii 800, flagowy model samolotu wykorzystywany przez Ryanair, przebiega spokojenie, dopiero lądowanie w Londynie  i ponowny start, przyśpieszaja mój puls. Porywisty wiatr utrudnia manewrowanie samolotem, na szczęście wszystko przebiega pomyslnie.

Pierwsze co czuje po otwarciu się drzwi Boeinga to upał, jest już 21 godzina, a nagrzany beton pasa startowego utrudnia oddychanie.

Autobusu miejskiego juz nie ma, a rozkładu jazdy chyba nigdy nie było, więc decyduje się na Grand Taxi, czyli taksówke która jezdzi na dłuższych odcinkach, omijając centra miast. Za 100 DH (38 pln) pokonuje kilku kilometrowy odcinek z portu do Fezu. Tam przesiadka do Petit Taxi- taksówki miejskiej i jadę 10 minut do wynajętego pensjonatu. Pokój przyozdobiony malowanymi freskami robi pozytywne wrażenie, luksusów się nie spodziewałem więc i nie jestem rozczarowany, bagaż zostawiam i pędze na kulinarną ucztę do restauracji którą polecił właściciel hotelu. Obiad (90 DH-34 pln) składa sie z przepysznej zupy hariry- charakterystycznej właśnie dla kuchni Berberyjskiej, do wywaru z baraniny dodawany jest bób, soczewica, cicierzyca i groch oraz warzywa i dużo ostrych przypraw, zupa bardzo mocno rozgrzewa. Kolejnym daniem jest mięso baranie nadziane na metalowe piki i grillowane, dobre ale twarde oraz tadżin (tajine) jednogarnkowe danie z kuskusem i warzywami, dość mdłe więc nie przypadło mi do gustu, na deser banan, melon i przesłodkie ciasteczka

Dzień 2

Właśnie palę niedozwoloną u nas używkę i pije zimne marokańskie piwko SPECIALE FLAG, naprawde nie spodziewałem się, ze w kraju gdzie jest tylko jeden browar i nie ma tradycji picia piwa powstaje coś tak pysznego. Marokańczyk który mnie tu przyprowadza oczywiście naciąga mnie sporo, ale warto było tu trafić. Zawartość alkoholu 5,2 %, kolor słomkowy, mocno gazowane, lekkie ale nie wodniste w smaku, nie pozostawia na długo chmielowego posmaku, zdecydowanie lepsze od naszych koncernowych wytworów.

Wzmocniony postanawiam zwiedzić Medinę, największą w całym Maroku. Medina inaczej stare miasto to labirynt wąskich uliczek, załomów, klatek schodowych i zakamarków, tworzy ja ciasna zabudowa domów i kamienic gdzie zgubiłem się juz po kilku minutach. Niekiedy uliczki mają 50 cm szerokości, łatwo o klaustrofobie, towar dostarczany jest do nich wyłącznie na osłach, dochodzi do tego zgiełk i tłok, więc jest to bardzo specyficzne miejsce. 8 godzin trwało moje błądzenie zanim odalazłem miejsce z którego przyszedłem, pomimo, ze robiło sie ciemno i nogi odmawiały posłuszeństwa nie zdecydowałem sie na pomoc nikogo z nagabujących pseudo przewodników.

Zapach- charakterystyczna mieszanina przypraw, grillowanej baraniny, gotowanych baranich głów, zapach kuskusu miesza się ze słodkim zapachem płatków róż, (składnika wielu kosmetyków), nie da sie tego opowiedzieć to trzeba poczuć, ale mozna go tez znienawidzić, bo obok ładnie pachnacych kosmetyków ktoś hoduje kurczaki lub zabija gołębie na obiad, a wszystko to bez zachowania podstaw higieny.

Kichanie- kolejna przypadłość głównie mężczyzn, wspomagana oddziaływaniem właśnie zapachów, kurzu, mocnego słońca i tabaki, a oddawanie przy tym głośnego

okrzyku nadaje całej sytuacji dozy groteski.

Dzisiejszy obiad to kebab z mielonego mięsa robionego na grillu, z cebulą i pastą pomidorową. Bardzo dobre a szczególnie ostra pasta która dawała o sobie znać jeszcze przez kilka godzin.

SONY DSC

 

Młode kobiety ubrane sa zazwyczaj po europejsku, ale te ubrane tradycyjnie wcale nie są rzadkością, starsze przewaznie w różno kolorowych dżelabach, z kapturami i w chustach chroniących przed upałem i piaskiem.

 

SONY DSC

Większość ma ciemną kanacje, nie malują się mocno i nawet w starszym wieku nie maja dużo zmarszczek, to głównie zasługa olejku z drzewa Arganowego drugiego po Haszyszu produktu eksportowego Maroka.

SONY DSC

 

Mężczyźni raczej zadbani ubrani czysto i modnie, tu jednak wiek nie ma nic wspólnego ze sposobem ubierania. czas spędzaja głównie na handlu, wytwarzaniu rękodzieła,  a najchętniej na nicnierobieniu. Fajnym przykładm moze byc młody człowiek którego mijałem wychodząc rano z pensjonatu, siedział pod drzewem z puszką czarnej farby i pędzlem, gdy wracałem wieczorem, on siedział nadal w tym samym miejscu, namalował jedynie kilka krzyżyków na popękanych płytach chodnikowych wokół siebie. Czy to jego praca, czy ktoś mu z to płaci?

Ruch na ulicach- raczej wolno, chaotycznie i głośno. Często na 3 pasmowej drodze mieszcza sie tylko 2 samochody, bo ich właścicielom akurat zachciało sie jechać środkiem, mając linie przerywaną pomiedzy kołami samochodu, a gdzie indziej na tej samej drodze mieszcza sie 4 samochody i 3 skutery, nie zawsze jadąc w tym samym kierunku. jazda pod prąd czy brak swiadeł po zmierzchu to przypadłość motocyklistów oraz kierowców autobusów miejskich, uwazają, że zdjęcie króla na

przedniej szybie uchroni ich przed kolizją. Nalezy także pamietać o zasadzie prawej ręki przejeżdżając przez ronda, bo w odróżnieniu od nas nie zawsze pierwszeństwo ma ten który na rondzie juz się znajduje.

Dzień 3

Okno z mojego pokoju wychodzi na metrowej szerokości uliczke mediny. Budzą mnie odgłosy osłów niosących towar do sklepików i restauracji. Już rano jest gorąco, pierwsze wrażenie po spokojnej i chłodnej nocy to-upał i rażące słońce. W okolicy pensjonatu jest kilka knajpek, gdzie pijam pyszna kawę za 5DH ( ok. 2 pln.). Na kazdym kroku zaczepieją mnie ludzie nie chcacy odemnie zupełnie nic, Oni tylko mnie pozdrawiają i witają w Maroku, przyznam, że to bardzo miłe.

Za 20 DH ( 7 pln.) biorę petit taxi i jadę do Carrefoura, ale jestem zawiedziony sa tam, wyłącznie znane mi marki, żadnych nowości, a wszystko to moge kupić w Polsce. Kupuje jedynie mydło arganowe-podobno doskonałe na zmarszczki i zieloną herbatę.

SONY DSC

 

Przewodniki piszą o małej atrakcyjności Ville Nouvelle ( nowego miasta), ale to nie prawda, nawet tutaj można znaleźć coś ciekawego dla siebie, a napewno dla osób poszukujących rozrywek. Nawet meczety wyglądają inaczej, nic ich nie zasłania a ich zielono berzowa barwa pieknie lśni w kwietniowym słońcu.

Król czuwa- w Maroku na każdym kroku podkresla sie autorytet władzy królewskiej. We wszystkich miejscach publicznych, sklepach, autobusach czy hotelach wisi zdjęcie króla Muhhamada ben Al-Hassana.

Wszędzie słychać muzykę, w aucie, kafejce czy w sklepie, często słową pieśni towarzyszy klaskanie. To muzyka i zapach wskazały mi miejsce obiadu. Harira z soczewicą i Tadzin tym razem pieczony z udkiem kurczaka, w glinianym naczyniu ze stożkową pokrywką. ( 40DH-15 pln.)

W Ville Nouvelle podobnie jak w medinie widać wyraźny podział, na dzielnice pod względem prowadzonej tam działalności gospodarczej, dziesiątki czy setki sklepów motoryzacyjnych w jednym miejscu, w innym miejscu wyłącznie zakłady wulkanizacyjne, gdzie indziej serwisy motocyklowe, blacharze czy lakiernicy, przyznam, że jest to dla mnie dość dziwne, bo zeby naprawić przebita oponę, często trzeba przejechać całe miasto.

Dzień 4

Poranna kawa oraz kanapka (ciepły jeszcze, ciężki, żólty chleb z nutellą) robiona przez sprzedawczynie w piekarni.

SONY DSC

 

Dzisiejszy plan Meknes- miejscowość położona zaledwie 60 km od Fez-u. Za pomocą petit taxi docieram na dworzec autobusowy i tu moje zdziwienie jest wielkie, każdy kierunek, każda linia autobusowa ma swoją kasę, w końcu po namierzeniu właściwej okazuje się, że wolne miejsca sa na przejazd dopiero za cztery godziny. Biorę więc kolejną taksówke i jadę na stacje kolejową ONCF.

Bilety kasuje człowiek stojący przed wejściem na peron, podobny system jest w metrze, ale tam sa automaty. Pociąg jest juz podstawiony, ale odjeżdża dopiero za 40 minut.

Dzisiejszy cel to Meknes miasto położone 60 km od Fezu, cel wielu wycieczek, ale zazwyczaj jednodniowych. Medina w Meknesie jest mniejsza, ale również bardzo fajna i tu także mozna się zagubić.

Jeżdżąc sporo Petit Taxi oraz obserwując ruch na ulicach, zauważam głównie chaos, o dziwo Oni sie w nim odnajdują. Wszyscy jeżdżą szybko, zdecydowanie, łamią wszystkie możliwe przepisy. Tam gdzie są trzy pasy ruchu mieszczą się cztery samochody i kilka sukuterów, wszyscy ścinają zakręty, trabią, a samochody i motocykle sa poobcierane, bez świateł czy z popękanymi szybami. Pierwszeństwo na rondach określają znaki, ale zazwyczaj stosuje się zasadę prawej ręki, czyli pierwszeństwo ma osoba nadjeżdżająca z prawej strony.Jazdna po ciemku beż światem, czy pod prąd na trzypasmowej drodze, wypas zwierząt na trawie pomiędzy jezdniami, osiołki czy pieszy na środku to standard, po kilku dniach juz się do tego przyzwyczajam.

Trabienie- kolejna przypadłość marokańczyków. Trąbia wszyscy, gdy się pozdrawiają, ostrzegają, lub wybijają rytm ulubionej muzyki. Trąbią też na pieszych przechodzących w każdym możliwym miejscu, (pieszy na lewym pasie trzy pasmowego ronda to standard) spacerują sobie wcale nie spoglądając czy nadjeżdża jakis pojazd. Właśnie po zachowaniu się ludzi przechodzących przez jezdnie łatwo oddzielić miejscowych od turystów, turysci podbiegają rozglądając się nerwowo na boki, podczas gdy miejscowych prowadzi Allach i tylko od niego zależy jak zakończy się kolejny spacer środkiem drogi.

Obiad w jednej z dziesiątek knajpek to masakra, nigdy nie ruszajcie cienkich czerwonych kiełbasek,  potwornie śmierdzą moczem ( zapewne jest to spowodowane nie kastrowaniem zwierząt) zjadłem tylko frytki, sałatke i wypiłem koktajl bananowy. I to był błąd zapomniałem jak sprzedaje się tu mleko. Uliczy sprzedawca stojąc kilka godzin na słońcu rozlewa mleko z 50 litrowych baniek w plastikowe butelki, inne pojemniki a nawet w reklamówki, bez zachowania zadnych zasad higieny. Od tego momentu zmiana flory bakteryjnej i lekkie podtrucie koktajlem dawało się już we znaki do końca wyjazdu.

Wracając do pensjonatu miałem fajna przygodę. Droga prowadzi obok cmentarza, a z niego jest najładniejszy widok na oświetlone stare miasto. Postanowiłem zrobić kilka zdjęć. Słyszę, że ktoś nadchodzi, ale zupełnie nic nie widać w tych ciemnościach, gdy idące osoby zobaczyły o północy na cmentarzu oświetloną ekranem aparatu moja twarz zaczeły uciekać z krzykiem. Czyżby bali się duchów?

Dzień 5

Dziś Atlantyk. Bilet na 300 kilometrową trasę kosztuje 80 DH ( 30 pln.) stacja docelowa Rabat Ville. Pociągi i stacje kolejowe to najczystrze miejsca w Maroku, nawet na postoju włączona jest klimatyzacja. Po 3 godzinach jazdy docieram do Rabatu stolicy państwa położonej nad Wadi Bu Regreg, z olbrzymia niedokończona wierzą Hassana.

SONY DSC

 

Moje kroki kieruje jednak w przciwną stronę i idę nad ocean, kapiel na miejskiej plaży jest bardzo przyjemna i bezpieczna, nie radzę jednak wychodzic poza nią. Dwa mola skutecznie zatrzymywały niemal 3 metrowe fale robiące białe kołtuny z hektolitrów wody na otwartym Atlantyku. Wielu wedkarzy szuka szczęścia na otwartej wodzie, ale przy mnie udaję sie to tylkko jednemu.

SONY DSC

Dziwny zestaw wędkarski kamień, haczyk, sznurek i kawałek deski na który ten sznurek sie nawija, a przynętą były jakieś małe rybki bez głów. Dziadek złowił murenę niemal metrowej długości o fajnych brązowych centkowanych łuskach. Pięknie spędziłem kilka godzin na plaży, tego mi było potrzeba.

SONY DSC

 

Ostatni dzień przeznaczam na zakupy, pamiatki dla dzieciaków i kosmetyki arganowe dla żony, słodycze i drobną ręcznie robiona biżuterie. Sporo pozwiedzałem , pojezdziłęm pociągami i Petit Taxi i żyje, biorąc pod uwage chaos na ulicach jest sporym osiągnięciem. Warto było tu przyjechać, ale jeśli bedę nastepnym raem do przylot i start samolotu wybiorę z dwóch odległych od siebie lotnisk, tak aby nie byc uzależnionym od konkretnego miejsca i móc wiecej pozwiedzać.

Napis Cisowianka na plastikowej butelce, zdradził dziewczyne z którą zwiedzałem Medine jeszcze tego wieczoru. Alicja bo tak ma na imie przyjechała z przyjaciółmi juz dwa tygodnie temu, pochodzi z Gdańska, ale odłączyła sie od grupy i postanowiła troche pobyc sama. Sama jednak juz nie została, bo wspólnie spędzone kilka godzin było fajną odskocznią od samotnej codzienności.

Dzień 7

Dzień 7 to juz tylko powrót do domu z międzylądowaniem w Brukseli. Oba loty spokojne, mimo wszystko fanem latania nie zostałem. Podróże samolotem bedę traktował nie jako przyjemność, a jedynie środek do osiągania celu, dzięki któremu pojęcie odległości stało się dość względne i znalezienie się o kika tysięcy kilometrów w ciągu kilku godzin to pikuś.

CENY: 10 DH- 3.8 PLN

Paliwo-9 DH

Woda mineralna 0.5 l -4 DH

Piwo-12 DH

Espresso-5 DH

Coca Cola 0,5 l- 5DH

Sok pom. ręcznie wyciskany- 10 DH

Papierosy 1 szt. – 2 DH

Koszt SMS (Play) do Polski 2 PLN

Koszt minuty – 7 PLN

Tadżin- 25-40 DH

Obiad 2 daniowy- 80-120 DH

Komentowanie jest wyłączone