Jaroszowiec 20-21.05.2017

Jak to ostatnio u mnie bywa, na zlot motocyklowy wybrałem się samochodem. Mateusz jest za młody żeby jako plecak zrobic ponad 300 km. Wyruszylismy dość wcześnie, ale i tak spóźnilismy sie na organizowana paradę którą prowadził Krzysiek w swojej pozbawionej dachu Maździe. Niestety omineło nas grupowe zdjęcie na zamku w Pieskowej Skale.

Sprawnie dogoniliśmy grupę ponad 50 osób gotujących się w strojach motocyklowych, wszyscy (prawie) wsłuchali sie w opowieści przewodnika o Zamku który był częścia obronnego łańcucha pieknie nazwanego  Orle Gniazda. To juz mój trzeci zamek tego szlaku, ale obiecuje sobie zobaczyć wszystkie w pieszej, bądź rowerowej wycieczce, po tych pieknych terenach.

Nasiąknięci historią zamku i znajdujących się w nim eksponatów, rozdzielamy się i część Banitów wraca do ośrodka, a pozostała grupa ok 20 motocykli i 2 samochodów rusza jeszcze pozwiedzac riuny zamku Ogrodzieniec.

Robimy kilkanaście kilometrów i wcale na teren zamku nie wchodzimy. Trafiliśmy na trwający właśnie XIV najazd barbarzyńców i wycofujemy się, bo trudno poruszać się w takim tłumie. Kolejny magnes zakupiony, a na zwiedzanie jeszcze kiedyś przyjdzie czas.

Pędzimy do ośrodka gdzie Artur już rozlewą pyszną zupę gulaszową i zaczyna rozpalać grilla, to jednak duże poświęcenie dla człowieka który pomimo, że lubi gotować, stać przy garach, ale jest jednak motocyklistą i też chętnie troche by z nami pojeździł. Wszystko było pyszne. DZIĘKUJEMY!!!

Kingway Wujka Tomka nie ma chęci jechać i pomimo usilnej i długotrwałej reanimacji, stwierdzamy zgon systemu zasilania, motocykl musi zostać na terenie ośrodka, a Tomek wróci po niego z Warszawy samochodem z przyczepką.

Wieczór się zbliża, jedzenie na grillu skwierczy, a Verdgar rozdaję dyplomy i nagrody dla zlotowiczów. Mateusz też dostał dyplom i jest z niego bardzo dumny, pokazywał go nawet w przedszkolu i chwalił się że jeździ z tatą na zloty.

Krzyś rozstawił nagłośnienie i disco polo zaczeło łechtać nasze uszy i poruszać naszymi nogami, ale to był fajny wieczór.

Zlotowy ranek pomimo uśmiechów zawsze jest przykrym doświadczeniem, Banici pojedyńczo lub w grupach po wcześniejszym pożegnaniu zaczynają rozjeżdżać się do swoich domów, ale w głowach juz kiełkuję plan, kolejne spotkanie-juz niebawem…

 

Komentowanie jest wyłączone