Hiszpania Lloret de Mar 1999

Hiszpania – Lloret de Mar 1999

We wrześniu 1999 roku wybraliśmy się we czterech na podbój południowej Europy. Ja, Marcin, Marian i Wojtek. Posiadaliśmy pracownicze bilety  PKP, na każdym z nich znajdowały się cztery kwadraciki gdzie wpisywało się datę i godzinę wjazdu do danego kraju i od tego momentu można było jeździć 24 godziny wszystkimi pociągami 2 – giej. Klasy.  Tak wiec na każde państwo poza Austrią gdzie musieliśmy chować się po kibelkach przed kontrolami mieliśmy 96 godzin na przejazdy każdym dowolnym pociągiem.

Pierwszy przystanek – moja ukochana Praga Czeska gdzie niestety pierwsza nie miła niespodzianka Wojtek został okradziony z pieniędzy, na szczęście bilet i Voucher hotelowy ocalały tak więc od tego momentu przez następne dwa tygodnie był na naszym utrzymaniu. Pół dnia Wojtek i Marian jako tłumacz bezskutecznie spędzili na posterunku Policji, my natomiast z Marcinem pod komisariatem rozpiliśmy miejscowy trunek o nazwie Becherovka ( bardzo popularna 40 % wódka o specyficznym ziołowym smaku). Później jeszcze rozpijamy kolejne procenty z Praskimi przedstawicielami podziemia. Po załatwieniu formalności ruszamy dalej – plan wygląda tak: w dzień zwiedzamy w nocy jedziemy i śpimy w pociągu.

Kolejny etap to Monachium gdzie odbywa się właśnie znany na cały świat Oktoberfest czyli święto piwa. Oglądamy paradę zrobiona z wielkim rozmachem trochę kiczowata ale jednak jest to spore przeżycie każdy browar ma tu swoje przedstawicielstwo i dzięki temu przemarsz ulicami jest mega długi i kolorowy,  myjemy się w Mc Donalds i obmyślamy plan przedostania się przez Austrię na którą z wyjątkiem mnie nikt nie posiada biletu, nie znam szczegółów czy były za drogie czy też ich pula w PKP się skończyła, na szczęście do przejechania jest tylko ok 100 km, przez jej terytorium.

Jechaliśmy nocą i mieliśmy tylko jedną kontrolę która chłopaki spędzili w WC. Kolejnym przystankiem była Bolonia ( Bologna ) miasto w środku Italii,  wysiedliśmy na stacji gdzie w 1980 roku ugrupowania faszystowskie podłożyły bombę zabijając ok 85 osób i wiele raniąc. Poza swoistą urodą domów z czerwonej cegły pokrytych dachówką ceramiczną znajdują się tu ruiny rzymskich budowli i bardzo  charakterystyczne dwie wieże ( le due torri ). W związku ze znajdującym się tu uniwersytetem założonym w 1088 roku jest to miasto studenckie gdzie klubów, pubów i innych przybytków jest tyle że zadowoli każdego. Mieszka tu także moja ciocia Ela z rodziną ( siostra rodzona mojej mamy ) i u nich właśnie koczujemy przez kolejne dwa dni. Zwiedzamy wąskie uliczki, pijemy wino i świetnie się bawimy. Nastaje jednak czas rozstania i ruszmy dalej na południe przez Lazurowe Wybrzeże zwiedzając po kolei Monaco, Nicea, Cannes które nas rozczarowuje okazuje się że tylko w telewizji czerwone schody wyglądają atrakcyjnie, na co dzień szare i niskie jednak bogactwo i przepych widać wszędzie dookoła,  Perpignan, Montpelier, docieramy do Barcelony. Pomalutku przechadzamy się po La Rambla głównym kilometrowym deptaku prowadzącym do pomnika Krzysztofa Kolumba na Placa de Catalunya, licznym knajpek, straganów i erotycznych przedstawień na żywo. Od teraz jeszcze tylko kilka kilometrów i miasteczko  Lloret de Mar znany kurort na Costa Brava uzdrowisko – nasz cel podróży. Dokujemy w Hotelu Norai i tu ciekawostka tygodniowy pobyt w nim kupowany w biurze TUI kosztował ok 200 złotych,  a hotel jest naprawdę przyjemny, czysty i z wygodami na które po 5 dniach w pociągu nawet nie liczyliśmy.

 

Jest to okres panowania jeszcze Hiszpańskiego Peso i dzięki temu opłacalności pobytu na Costa Brava jest większa niż dziś, szczególnie upodobaliśmy sobie knajpki gdzie wszystkie drinki i piwo było po 100 peso ( wtedy ok 2,5 złotych ) tak wiec kilka kolejek tequili i po piwku i ruszamy w miasto. No i kolejne juz Polskie cwaniactwo wbijamy się do klubu Mobis gdzie jest mały parkiecik, fajna muza i pierwsze drinki z karteczką od naganiacza z przed wejścia za pół ceny, jako że naganiacz okazuje się Polakiem mamy tych karteczek cały plik i juz cały wieczór balujemy za pół ceny. Oczywiście codzienne kąpiele w morzu Śródziemnym również nocne na waleta oraz wizyty w dyskotekach, knajpach i wieczorne przesiadywania na plaży z ginem i tonikiem bez problemów codzienności bez gadających kobiet i w dobrym męskim towarzystwie spowodowały, że tydzień pobytu upłynął nadzwyczajnie szybko. Byliśmy jeszcze podrywani przez sześćdziesięcio letnie Niemki które zapraszały nas do swojego hotelu ale zmuszeni byliśmy odmówić i dalej balowaliśmy w swoim towarzystwie biorąc jedynie co jakiś czas mieszkającą piętro nad nami młoda Niemkę Klaudię w celu oddawania się różnym przyjemnością.

Powrót był juz nieco krótszy i nieco mniej męczący poza jazdą na stojąco przez 12 godzin z murzynem któremu chyba cała sześcio osobowa rodzina pomagała włożyć jakieś pięć czy sześć wielkich walizek całkowicie tarasujących przejście i na długo nas unieruchamiając na korytarzu ( bo oczywiście miejscówek nie mieliśmy ).

Podróż tą i relację dedykuję tragicznie zmarłemu kilka lat później w wypadku samochodowym w Anglii uczestnikowi tej wycieczki Wojciechowi. 

Komentowanie jest wyłączone