Gorce 2009

Kocham góry dlatego na propozycje jesiennego wypadu w Beskidy Zachodnie którą rzucił Piastowski explorator Paweł vel. Tito przystałem bez zastanowienia. W robocie udało mi się namówić jeszcze kumpla Tomka ksywa ,,Inspektor Broda”. Byliśmy w dobrych rękach Tito posiada papiery przewodnika górskiego, oraz liczne patenty typu wspinaczka, pierwsza pomoc, kajakarstwo górskie i wiele innych których chyba sam juz nie może zliczyć.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Paweł pracował w Seacie i dzięki uprzejmości jego szefa mogliśmy pośmigać nowością na rynku polskim wypasioną wersją Ibizy. Autem które stworzone jest do jeżdżenia po górach, gdyż posiada blokadę hamulca  ( nie stoczy się gdy nieumiejętny kierowca chce podjechać pod wzniesienie po wcześniejszym zatrzymaniu ) czy np. halogeny włączające się na ostrych zakrętach aby doświetlić drogę. Tak wiec ruszamy z samego rana zahaczamy o lokum Tomka i juz pędzimy na Kraków. Droga mija przyjemnie strzelamy sobie po browarku i dosypiamy wcześniejszą krótką noc, kierownik wycieczki jednak musi skupić się na prowadzeniu i dzięki temu w miarę szybko docieramy do Rabki Zdrój. Bardzo urodziwego miejsca, uzdrowiska z wodami leczniczymi oraz najsilniejszymi w Europie solankami jodowo – bromowymi i specyficznym mikroklimatem. Dzięki swojemu położeniu i leczniczemu działaniu wód i środowiska założone zostało tu uzdrowisko dla dzieci gdzie dziś leczy się np. astmę.

 

Tutaj właśnie na terenie jednego z ośrodków zostawiamy samochód pod czujnym okiem ochrony i ruszamy na podbój Gorców. Zaczynamy od Beskidu Wyspowego ze swoim szczytem Luboń Wielki ( 1022 m n. p. m. ) po niewielkiej wspinaczce docieramy na szczyt okazuje się jednak że ,,Inspektor broda” miał w posiadaniu piersióweczke którą podczas ataku na szczyt opróżnił całkowicie, został trochę z tyłu a gdy zobaczyliśmy go wyłaniającego się z za zakrętu okazało się że praktycznie nie jest w stanie utrzymać się samodzielnie na nogach. Tego to my nie przewidzieliśmy  bo wiemy że w górach alkoholu pić dużo nie wolno. Schronisko jest wprost fantastyczne wygląda trochę jak jakiś domek z Harrego Potera lub z bajki o czarownicach tyle że tam stał na kurzej łapce, a tu posiada solidna murowana podstawę.  Nocleg pomimo zimnego wieczoru postanowiliśmy jednak spędzić pod gołym niebem, fajna sprawa ale raczej nie w listopadzie kiedy nocne temperatury spadają już zdecydowanie poniżej zera. Zmarznięci ze szronem na śpiworach budzimy się z samego rana, szybkie śniadanie i pędzimy dalej. Tomek jednak pozdzierał sobie na tyle nogi że nie mógł kontynuować wspinaczki wiec schodzimy do Rabki i tam się rozstajemy. Inspektor wraca autobusem do w-wy, my z Pawłem atakujemy czerwonym szlakiem szczyt Maciejowa ( 852 m.n.p.m ) a potem Turbacz (1310 m.n.p.m ). Na Maciejowej są fajne stoki  narciarskie warto by je zaliczyć zimą.

Turbacz najwyższy szczyt Gorców z wielkim  schroniskiem na ponad 100 osób jest naszym schronieniem. Ludzi jednak mnóstwo, obiekt pomimo swojego nie wątpliwego uroku jest bardzo komercyjny, mimo dużego obłożenia znajdujemy miejscówkę na podłodze przy schodach, oddzielamy się specjalnie skonstruowanym parawanem z ręczników i majtek i idziemy w kimkę. Rano schodzimy do auta i jedziemy w Pieniny a dokładnie do Krościenka tutaj przyjemny wieczór spędzamy z autochtonem Staszkiem który jest tak szczęśliwy z poznania z nami że stawia browary do późnej nocy. Staszek jednak padł na polu walki więcł zostawiamy tylko barmanowi kasiorke żeby rano postawił od nas piwko naszemu kompanowi i spacerkiem udajemy się na kwaterę.

Na dzień kolejny do zaliczenia pozostały Trzy Korony ( 982 m.n.p.m. ) oraz Sokolica ( 747 m. n.p .m. ) niestety wczoraj podchodząc wzdłuż wyciągu krzesełkowego a później na azymut a nie szlakiem nadrywam więzadła w kolanie ( z urlopu wróciłem prosto do lekarza i na tygodniowe zwolnienie L4 ) tak wiec daje rade zaliczyć tylko pierwszy planowany szczyt na drugi wchodzi juz tylko Paweł. Trochę żałuje ale naprawdę bałem się poważniejszego urazu i zszedłem na dół, na Sokolicy byłem już kilka lat wcześniej pamiętam piękne widoki na przełom Dunajca i charakterystyczne karłowate sosenki upamiętnione chyba  przez każdego fotografa który tu dotarł, chyba niemal tak znane jak niebieskie dachy na Santorini.  Wypadzik uważam za mega udany Paweł przeciągnął mnie po górkach tak jak nigdy wcześniej nie chodziłem, skracając czas przejścia między punktami zaznaczonymi na szlaku o jakieś 40 % tak wiec tempo zabójcze i tylko Tito jako człowiek z gór nie miał problemu z obtarciami czy innymi urazami. Polecam wszystkim to świetny trening chociażby przed wyruszeniem w Tatry.

 

Komentowanie jest wyłączone