CSD Chroń swoją D

CSD – czyli, Chroń Swoją Dupę!

Rozdział I

Jak uczy życie, ochrona własnej dupy jest czasami sprawą być albo nie być dla motocyklisty. Tym razem tekst nie będzie o kombinezonach czy kaskach, ani tez o innych akcesoriach chroniących motocyklistę przed skutkami zetknięcia z materią stałą – nieożywioną.

O jakiej zarazie mowa? Już wyjaśniam. Mówimy o niekompetentnych, niedouczonych biegłych sądowych z zakresu wypadków drogowych. W tekście posłużę się przykładami z bulwersującej sprawy, w której wrabia się motocyklistę czyniąc z niego „jednośladowego, bezmyślnego szaleńca”, zagrażającemu sobie jak i otoczeniu…

Historia z pozoru prosta… Dwupasmowa jezdnia, teren zabudowany, motocyklista z prędkością 70 – 80 km / h jadąc  sport – turystykiem lewym pasem zaczyna wyprzedzać ciężarówkę jadącą prawym pasem z prędkością około 50 km / h.  Ok 30 m przed motocyklem ciężarówka zjeżdża na lewy pas zajeżdżając drogę motocykliście, i w żaden sposób nie sygnalizując wcześniej zamiaru zmiany pasa. Dodam tylko, że manewr ma miejsce na środku skrzyżowania lub minimalnie za nim w miejscu, gdzie jest linia ciągła – bezpośrednio przed przejściem dla pieszych.

Motocyklista hamuje, następnie wywraca się – uderzenie motocykla w ciężarówkę – śmierć ponosi pasażerka motocykla. Z pozoru historia prosta jak tory na Syberii. Wydawać by się mogło, że wina kierowcy ciężarówki jest ewidentna.  Kierowca motocykla po krótkiej kuracji wraca do życia i spokojnie czeka na dalszy rozwój sytuacji.

Pewnego dnia motocyklista otrzymuje wezwanie do komendy policji w celu uzupełnienia dokumentów. gdzie dowiaduje się, że wina kierowcy ciężarówki jest bezsporna, sprawa w toku i wszystko gra, natomiast policja ma tylko zastrzeżenia do przekroczenia przez niego dozwolonej prędkości….

Fajnie się zaczyna? Pewnie, że fajnie… Rzeczywistość była jednak inna i bardziej brutalna. Zacznijmy jeszcze raz…

Pewnego dnia motocyklista otrzymuje wezwanie do komendy policji w celu  rzekomego uzupełnienia dokumentów. Zostaje zatrzymany, policjanci stawiają mu zarzut z art. 177 § 2, tj.:

 „Art 177 § 2. Jeżeli następstwem wypadku jest śmierć innej osoby albo ciężki uszczerbek na jej zdrowiu, sprawca podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.”

Policjanci zabierają prawo motocykliście jazdy, jest fotografowany, pobiera mu się odciski palców i zamyka w śmierdzącym policyjnym areszcie na 24 godziny…. Nazajutrz w kajdankach trafia do prokuratury, prokurator przybija postawiony zarzut i wyraża zgodę na kaucję w wysokości 5.000 zł, dzięki czemu przy pomocy finansowej innych motocyklistów trafia na wolność, ale nie całkiem, gdyż 2 razy w tygodniu ma się zgłaszać na komendę celem złożenia podpisu…

Szok? I to jaki! Okazuje się, że zasadniczym powodem zatrzymania jest opinia biegłego, który wyliczył prędkość motocykla na 120 km / h i jednoznacznie wskazał na motocyklistę jako wyłącznego sprawcę wypadku.

I tu zaczyna się jazda. Jak się okazało, w opinii biegły zastosował wyliczenia drogi hamowania dla motocykla zakładając, że motocyklista hamował hamulcem tylnym i przednim naraz. Jednak ślad hamowania ujawniony i zabezpieczony przez policję przeczy temu. Przykładowo. Z wyliczeń przy zastosowaniu parametrów użytych przez biegłego wynika, że przykładowy motocykl jechał z prędkością 140 km / h. Przy zastosowaniu prawidłowej wartości (- wyłącznie dla hamulca tylnego-nożnego) prędkość spada do ok. 93 km / h. Jest różnica? Pewnie, że jest i to jaka!!

Jak nam powiedział inny, zaprzyjaźniony biegły, 80% kierujących motocyklem w chwili stresu zaciska tak silnie ręce na kierownicy, że o naciśnięciu dźwigni hamulca ręcznego nie ma co marzyć. Pozostałe 20% to zawodnicy, lub ludzie wiele lat jeżdżący i używający wyłącznie hamulca ręcznego.

Ponadto biegły przy wyliczeniach brał pod uwagę czas narastania opóźnienia hamowania dla hamulcowego układu hydraulicznego samochodu, która to wartość jest dwukrotnie wyższa niż w przypadku motocykla…

Inny kwiatek. Biegły stwierdza, że ślad hamowania – blokowania koła motocykla wynosi 20 m, podczas gdy w połowie tej długości jak sam stwierdza, znajdują się ślady otarć i zarysowań nawierzchni jezdni świadczących o tym, że tu motocykl już się ślizgał znacząc ślad boczną krawędzią opony. No więc jak to jest? Ślad hamowania sunącego na boku motocykla??

Zabranie prawa jazdy naraziło motocyklistę na zmniejszenie dochodów w firmie, w której pracuje. Znajomi prawnicy ze zdumieniem dowiadują się o tym fakcie twierdząc, że prawo jazdy zabiera się w przypadku jazdy po pijaku lub ucieczki z miejsca zdarzenia, ale tu???.

Tu mamy do czynienia z praworządnym do bólu człowiekiem – o ile nie liczymy przekroczeń prędkości i to na dodatek samochodem! Dodać należy, że w roku człowiek ten przejeżdżał samochodem firmy około 200.000 km, silą rzeczy „łapiąc” punkty za przekroczenie prędkości.

Dostajemy z prawej i z lewej informacje, dlaczego doszło w przypadku tego motocyklisty do aż tak radykalnych ruchów. Jeśli pewne sprawy nam się potwierdzą – bezzwłocznie i z dziką satysfakcją opublikujemy to co ustalimy. Aby na wstępnie zlikwidować domysły informujemy, że prokurator prowadzący sprawę zrobił tylko to, co w tej sytuacji powinien.

Zapewniamy Was, że w tej sprawie będziemy Was informować na bieżąco. Póki co, sprawa jest w prokuraturze. Będziemy się jej bardzo uważnie przyglądać, zwłaszcza, że rzeczony pan biegły może (tfu! tfu!) wyliczać także Waszą prędkość i ślady…


 

CSD – czyli Chroń Swoją Dupę!

Rozdział II

Wypadku drogowe czyli ostatnia deska ratunku…

Czy się to komu podoba, czy nie – wypadki drogowe są nierozerwalnie związane z ruchem drogowym jak niemowlę z cyckiem matki. Nie unikają ich zarówno piesi, jak i zmotoryzowani. Potem ktoś komuś stawia zarzuty, trwa dochodzenie, sprawa w sądzie i wyrok. Jak wiadomo, niezbadane są wyroki boskie i sądów rejonowych. O ile na te pierwsze nie mamy żadnego wpływu, o tyle na te drugie możemy wpłynąć choćby w stopniu minimalnym.

Jak zapewne wszyscy wiecie, każdy motocyklista, który bierze udział w wypadku drogowym ma przechlapane już na wstępie tylko za to, że jest motocyklistą. Kto tego jeszcze nie wie – niechaj uwierzy mi na słowo, a wiarę w sprawiedliwość pozostawi bezpowrotnie ociemniałej Temidzie…

W każdym razie motocyklista to szaleniec, bandyta, wariat, samobójca, dawca nerek i innych organów – to wie każdy praworządny obywatel oraz przedstawiciele prawa z różnych instytucji także wiedzą…  Nie ma znaczenia, że jechał dychawicznym „Junakiem ” i nie przekraczał dozwolonej prędkości. Świadkowie i policjanci swoje wiedzą. Wiedzą to także kierujący samochodami, które niejednokrotnie bezpośrednio przyczyniają się do zaistnienia wypadku drogowego.

Zaczniemy od zróżnicowania pojęć wypadek drogowy i kolizja drogowa. Podstawą do zdefiniowania danego zdarzenia drogowego jest utrata zdrowia związana ze zdarzeniem. Jeśli obrażenia uczestników wypadku powodują utratę zdrowia na okres do 7 dni – mamy do czynienia z kolizją drogową. Jeśli utrata zdrowia przekracza okres 7 dni – mówimy o wypadku drogowym. Wystarczy minimalnie pęknięta kostka w małym palcu tak, aby lekarz zaordynował nam szynę usztywniającą na np. 2 tygodnie – już mamy do czynienia z wypadkiem.

Zarówno w jednym jak i drugim przypadku możemy mieć mniej lub bardziej „ciepło”. A już całkiem „gorąco”, jeśli ewentualni świadkowie stwierdzą naszą całkowitą winę w sytuacji, gdy akurat naszej winy nie było, lub przyczynienie się do wypadku było minimalne…

O ile w przypadku kolizji zeznania świadków i prawidłowe ujawnienie i zabezpieczenie śladów mają znaczenie w walce o odszkodowanie za zniszczony sprzęt(mandat i punkty karne to sprawa marginalna), o tyle w przypadku zaistnienia wypadku drogowego walczymy o naszą wolność. Nawet jeśli nastąpi jej ograniczenie w tzw. „zawiasach”,  fakt skazania nas przez wyrok niezawisłego Sądu za wypadek, rzutuje na nasze dalsze życie i zdrowie – zwłaszcza psychiczne. Na co zatem należy zwrócić szczególną uwagę?

1. PRZYCZYNA WYPADKU

Po zaistnieniu wypadku, musimy zwrócić uwagę na wszystkie okoliczności, które mogą mieć znaczenie dla powstania wypadku. Stan nawierzchni jezdni w miejscu wypadku; powodem zaistnienia zdarzenia mogła być próba ominięcia wyrwy, plamy oleju, leżącego na jedni przedmiotu itp.  Widoczność w miejscu wypadku; wtargnięcie pieszego na jezdnię w czasie mgły, nieoświetlony ciągnik na pasie ruchu, zasłonięty znak drogowy ostrzegający o niebezpieczeństwa w tym miejscu, nieprawidłowo oznakowane miejsce prac drogowych, nieoświetlony rowerzysta beztrosko przejeżdżający ścieżką dla rowerów itp. Pierwszeństwo w miejscu wypadku. Jeśli wypadek nastąpił z udziałem pieszego, który wtargnął nam przed motocykl należy sprawdzić czy miał prawo wejść na jezdnię w tym miejscu, jakie światło miał w tym momencie, czy przebiegał przez jezdnię, czy wybiegł spoza pojazdu zasłaniającego nam widoczność. Jeśli w wypadku uczestniczy samochód to należy szybko ustalić czy miał pierwszeństwo, czy może kierowca „myślał”, że zdąży, czy sygnalizował zamiar zmiany pasa ruchu kierunkowskazem, czy miał prawo zmienić pas ruchu w tym miejscu.

2. ŚWIADKOWIE

Przyjmuję założenie, że sprawcą wypadku nie jesteśmy my, lecz enigmatyczny „Ktoś”. Świadków możemy podzielić na trzy zasadnicze grupy: „nasi”, ich” i „niezależni”

„Nasi” świadkowie będą potwierdzać takie okoliczności zdarzenia, a przynajmniej bardzo zbliżone do podawanych przez nas okoliczności i przyczyn wypadku. Inna sprawa to zdarzenie, wskutek którego trafiamy nieprzytomni do szpitala, wtedy bowiem o najbardziej prawdopodobnej wersji wydarzeń możemy się dowiedzieć właśnie od „naszych” świadków.
„Ich” świadkowie, czyli reprezentujący niejako „interes” strony przeciwnej, będą starali się za wszelką cenę poprzeć zeznania sprawcy wypadku, chyba że starczy im na tyle odwagi aby powiedzieć prawdę, co zdarza się nader rzadko. „Niezależni świadkowie” to osoby nie związane w żaden sposób z nami czy ze sprawcą wypadku. Są to potencjalnie najbardziej niebezpieczni świadkowie, ponieważ w wielu sytuacjach wydawało im się, że coś widzą, a w praktyce coś tam widzieli, ale nie do końca i bardzo chętnie zaświadczą. Zawsze to jakaś nobilitacja…

Przykład:
Droga krajowa nr 6. Teren zabudowany. Bardzo ciepło, nawierzchnia sucha i ciepła. Przejrzystość powietrza 100%. Idealne warunki do jazdy motocyklem.. Dwie ciężarówki jadą prawym pasem ruchu z prędkością ok. 50 km / h. Za ciężarówkami około 500 m prostej, widoczność w lusterku ciężarówki doskonała. Lewym pasem z prędkością około 75-80 km/h jedzie motocykl Kawasaki z kierowcą i pasażerką. Pojazdy zbliżają się do skrzyżowania i przejścia dla pieszych. Zobaczcie to sami…

Sytuacja na pozór prosta. To co widzieliście wykonano na podstawie zeznań motocyklisty jadącego ok. 30 – 40 m za pierwszym motocyklem. A teraz perełki:

Najbardziej zainteresowany, czyli kierowca ciężarówki, który zajechał drogę motocyklowi i bezpośrednio spowodował wypadek drogowy, w wyniku którego śmierć poniosła pasażerka motocykla, zeznaje, że przed manewrem zmiany pasa włączył kierunkowskaz i starannie upewnił się, że lewy pas, na który ma zamiar wjechać jest pusty. Poza tym, to zmienił pas jakieś 150 m. wcześniej, a ponieważ wiadomo jak szaleńczo jeżdżą motocykliści na sportowych maszynach, to prawda jest taka, że on spokojnie po zmianie pasa jechał, gdy nagle w tył ciężarówki uderzył motocykl i stąd wypadek…

Świadkowie „niezależni”, wyszukani przez policje 6 miesięcy po wypadku zeznają, że rzeczywiście manewr wyprzedzania miał miejsce na skrzyżowaniu lub bezpośrednio przed przejściem dla pieszych, ale za ciężarówką nikogo nie było, dopiero po chwili ukazał się motocykl i uderzył w tył ciężarówki. Zdaniem jednego ze świadków prędkość motocykla mogła wynosić nawet 180 km/h. On to wie, bo dużo jeździł i się zna. A w ogóle, to dźwięk silnika to był „ryk” co ewidentnie świadczy o tym, że jechał z szaleńczą prędkością. Generalnie zeznania świadków „niezależnych” zaskakująco pokrywają się – w końcu wszyscy mieszkają w jednej małej miejscowości i przez pół roku świetnie przypomnieli sobie wszystkie szczegóły. A drugi motocyklista pojawił się tak od 30 sekund do jednej minuty po wypadku, wiec raczej nie mógł nic widzieć…

Jedyny tak naprawdę naoczny świadek to drugi motocyklista. Niestety, jego zeznania w świetle zeznań innych świadków uznano za niewiarygodne. Bo wiadomo. Motocykliści to samobójcy, a ten wypadek jest tego najlepszym dowodem… A kierującemu motocyklem grozi 8 lat…

Co zatem robić? Łapać natychmiast każdego kto się nawinie i mógł cokolwiek widzieć. Za wszelką cenę ustalać ich dane i adresy po to, aby w przypadku podobnego jak opisany rozwoju sytuacji, móc w jakikolwiek sposób CSD!!!

3. ŚLADY

Kolejna sprawa, która może nas uratować, to wszelkie ślady powstałe wskutek wypadku. Jeśli to blokujący drogę ciągnik – nie pozwólmy mu odjechać! Każda rysa na asfalcie, ślady blokowania koła podczas hamowania, plama jakiejkolwiek substancji, rozsypany piasek, COKOLWIEK co może nam CSD ma znaczenie. Po przybyciu na miejsce wypadku policjanci bazują na zastanych na miejscu zdarzenia śladach. Na tych śladach bazują biegli (nie daj Boże tylko mądrali opisanego w I części CSD!!!), na podstawie analizy tych śladów niezawisły Sąd będzie wydawał wyrok. Jednocześnie należy pamiętać, że policjanci są tylko ludźmi i w dobrej wierze mogą przypisać do sprawy ślad pozostawiony przez kogoś innego 5 minut wcześniej. A odkręcić coś takiego praktycznie nie ma szans…

Bardzo istotnymi śladami są zabezpieczone części pojazdu, np. żarówki. Pamiętajcie!!!. Jeśli wypadek zostanie spowodowany przez kierowcę, który np. będzie się zarzekał, że włączył kierunkowskaz (choć w praktyce nic takiego nie miało miejsca), to policjanci powinni zabezpieczyć żarówkę kierunkowskazu. Materiał, z którego wykonany jest żarnik żarówki podczas „błyskania” kierunkowskazu nagrzewa się i w przypadku uderzenia w taki pojazd odkształca się i zmienia kształt, np.  wydłuża, co biegli mogą stwierdzić badając zabezpieczoną żarówkę. Jeśli takiej żarówki policjanci nie zabezpieczą, to spokojnie możecie włożyć głowę między nogi, mocno się pochylić i czule cmoknąć w sam środek. Śladu nie ma!!! Nic nie udowodnicie…

Podobnie rzecz ma się z żarówkami świateł stop czy mijania, przednimi czy tylnymi. Jeśli przyczyną lub współprzyczyną wypadku jest brak któregokolwiek światła, to jedynie zabezpieczenia żarówki może Wam pomóc.

Pomimo emocji jakie towarzysza nam po udziale w wypadku drogowym czy kolizji należy zachować spokój, na ile to możliwe. Autor z własnego oświadczenia wie, że takiej sytuacji łatwo przegapić bardzo istotne sprawy, m.in. „łapanie” naocznych świadków. Jeśli jest taka możliwość, należy natychmiast ściągać kolegów, którzy niezależnie od działań policji obfotografują czy sfilmują starannie miejsce zdarzenia. Nie znacie dnia ani godziny, kiedy jedno małe zdjęcie może Wam CSD!

4. Zeznania

Każdy uczestnik wypadku czy świadek będzie składał zeznania na policji. Pamiętajcie, że to, co powiecie podczas przesłuchania będzie miało moc prawną i będzie brane pod uwagę przez policję, prokuratora i sąd. Nie zeznawajcie w emocjach. Policjanci mogą zadawać Wam pytania pozornie bezsensowne, jednak taka ich rola, a każdorazowo Wasz „skok ciśnienia” może narobić bałaganu w przyszłości. Ważną rzeczą jest ponadto to, aby Wasze zeznania i zeznania świadków nie odbiegały od siebie za mocno.

Pamiętajcie także o jednej ważnej sprawie:

Bezpośrednio po zdarzeniu sprawca wypadku czy kolizji może mówić prawdę. Starajcie się, aby tę prawdę, która wyrwała się z ust sprawcy usłyszało wiele osób. W szoku bezpośrednio po zdarzeniu zdarza się, że małe zdanie ” nie spojrzałem w lusterko, lub nie zwróciłem uwagi na kolor światła, bo dzwonił telefon” w znaczący sposób może uratować Wasze dupy…

Każdy z nas może być świadkiem, lub uczestnikiem wypadku drogowego, bądź też innego nieszczęśliwego zdarzenia. Nie stójmy wtedy bezczynnie czekając na przybycie służb ratowniczych. Zdarza się bowiem, że mogą one nie zdążyć na czas, a nasza bezczynność może spowodować że zabraknie dosłownie kilku minut, aby uratować czyjeś życie.

Pamiętajmy, że uczestnik wypadku, który nie udzieli pomocy ofiarom może za to odpowiadać przed sądem. Trzeba mieć również świadomość, że do odpowiedzialności karnej może być pociągnięty świadek wypadku który przejedzie obok miejsca zdarzenia i nie zatrzyma się. Odpowie wtedy za pozostawienie człowieka w stanie zagrażającym jego życiu, bądź zdrowiu. Jadąc drogą i widząc wypadek zatrzymaj się, sprawdź czy twoja pomoc nie jest potrzebna. Jeżeli nie byłeś na kursie pomocy przedmedycznej i myślisz, że w niczym nie możesz pomóc to wiedz, że Twoja obecność na miejscu także może być przydatna (np. do zabezpieczenia miejsca wypadku, czy zatelefonowania po pomoc) Pomyśl, że może tam być ktoś z twojej rodziny czy przyjaciół.

Podstawową rzeczą jaką należy zrobić zaraz po zatrzymaniu to oznakowanie i zabezpieczenie miejsca wypadku. Wszelkie dostępne środki są tutaj możliwe. Może to być włączenie świateł awaryjnych, postawienie trójkąta ostrzegawczego, ale także postawienie motocykla na światłach, położenie kasku na drodze itd. itp. Ważne, żeby miejsce wypadku oznaczyć z pewnym wyprzedzeniem. Po oznaczeniu miejsca wypadku przystąp do oceny sytuacji. Zastanów się co jest najpilniejsze, ile jest ofiar, kto jest najbardziej poszkodowany. Zacznij udzielać pomocy od najbardziej potrzebujących. Zachowaj spokój, nie wpadaj w panikę, aby nie stracić zdolności logicznego myślenia. Pamiętaj, że naraz możesz wykonać tylko jedną czynność.

Aby pomoc była skuteczna jedna osoba powinna dowodzić akcją. Byłeś pierwszy, masz najlepsze rozeznanie i najlepiej oceniasz co trzeba zrobić zanim przyjedzie lekarz. Dowodzisz, jesteś zatem upoważniony do wyznaczenia innych do:
– zatrzymania nadjeżdżających pojazdów i kierowania ruchem,
– wezwania służb ratowniczych,
– udzielenia Ci pomocy w ratowaniu poszkodowanych,
– opanowania gapiów.

Nie bój się udzielać pomocy innym. Twoja pomoc może uratować życie ofierze, która może kiedyś uratuje życie tobie. Pamiętaj, że wiedzę z zakresu pomocy przed medycznej można zdobyć, ale należy ją również doskonalić. Wszystkich którzy czują potrzebę posiadania takiej wiedzy zapraszamy na kursy organizowane przez Fundację.

Wiedza jest najważniejsza, ale na niewiele się przyda jeśli nie będziemy mieli środków które ułatwią nam jej wykorzystanie. Stąd też nasz pomysł skompletowania i wyprodukowania apteczki przeznaczonej specjalnie dla motocyklistów. Jej wymiary, sposób wykończenia i zawartość były konsultowane przez specjalistów branży medycznej, ratowników drogowych, i samych motocyklistów. Apteczki są dostępne w wielu dobrych sklepach motocyklowych.

Aby zaradzić skutkom wypadków często spotęgowanych poprzez brak środków finansowych u poszkodowanego powstałym często właśnie na skutek wypadku postanowiliśmy stworzyć FUNDUSZ POMOCY OFIAROM WYPADKÓW, tworząc w ten sposób zaplecze finansowe zapewniające  motocyklistom poszkodowanym w wypadkach oraz ich rodzinom, pomoc w trudnych chwilach, opiekę prawną, rehabilitację na odpowiednim poziomie.

 

Siłą rzeczy do porównania użyliśmy apteczki samochodowej, ponieważ na rynku nie ma żadnej dedykowanej dla motocyklistów. Różnica cenowa jest znaczna – 23, 50 zł. Jednak w przypadku udzielania pierwszej pomocy akcesoria z apteczki samochodowej nie na wiele nam się przydadzą – maleńki bandażyk ewentualnie chusta trójkątna czy namiastka plastra – owszem, te rzeczy możemy wykorzystać.

W apteczce motocyklisty mamy 4 bandaże dziane oraz jeden elastyczny, plastry, w tym także bez opatrunku oraz to, co rzeczywiście może się przydać: ustnik do sztucznego oddychania -każdy, kto kiedykolwiek ratował komuś życie poprzez sztuczne oddychanie wie, że opory przed bezpośrednim kontaktem z ustami ofiary bywają ogromne oraz koc ratunkowy pozwalający utrzymać ciepło ciała okrytej nim ofiary.

Oczywiście wybór należy do Was. Apteczkę można skompletować we własnym zakresie. Uważać należy tylko na podpowiedzi co do składu apteczki, znajdujące się na stronach internetowych i zalecających na przykład wożenie jodyny czy tabletek od bólu głowy. Te rzeczy są przydatne, jednak nie w ramach udzielania pierwszej pomocy przedmedycznej.

Nasza ocena jest następująca. Uważamy, że kwota 29,90 zł nie jest rewelacyjna, jednak z ręka na sercu przyznajemy się bez bicia, że do chwili zakupu apteczki motocyklisty nie mieliśmy żadnej apteczki motocyklowej czy samochodowej. Owszem, pałętał się w sakwie jakiś brudny bandaż i to wszystko.

Przy podejmowaniu decyzji w sprawie zakupu apteczki powinniście poza wszystkim odpowiedzieć sobie na jedno pytanie: Czy mam apteczkę i czy skompletuję ją samodzielnie czy lepiej kliknąć link i zamówić apteczkę motocyklisty z dostawą do domu….

Zamierzamy promować apteczki motocyklisty w tym kształcie i składzie – no chyba że pojawi się coś bardziej atrakcyjnego dla motocyklistów.

W ramach porozumienia Motormanii z Larsson Polska i przekazujemy je do Larssona, która to firma prześle je do Was.

Dzięki uprzejmości ze strony : http://www.motormania.pl/

 


 

Test Apteczek

Inicjatywa Fundacji Promot czyli apteczka motocyklowa wzbudziła krótką i intensywna dyskusję w środowiskach motocyklowych. Pojawiały się głosy, wedle których apteczki powinny być rozdawane za darmo. Padały stwierdzenia, że skoro apteczki promuje fundacja, zdecydowanie należy rozdawać je za „darmochę” – bo przecież wiadomo, że wszystkie fundacje piorą brudne pieniądze.

Inni wypowiadali się, że 29,90 zł to niewielka cena za możliwość uratowania komuś życia, a apteczkami rodem z hipermarketów można sobie podetrzeć tyłek.

W stosunku do pomysłodawcy – Fundacji PROMOT pojawiały się liczne zarzuty z oskarżeniami o zarabianie na motocyklistach z praniem pieniędzy włącznie.

Prawda jest taka, że nikt wcześniej nie ruszył dupy, aby cokolwiek zrobić w tej sprawie, natomiast krytykujących pojawiała się cała masa. Na szczęście są wśród motocyklistów także ci, którzy zdają sobie sprawę, że takie coś musi kosztować i kupują apteczki.

Nawiasem mówiąc, kierowcy sportowi – samochodowi zakupują apteczki i zastępują nimi potencjalnie niebezpieczne plastikowe kuferki…

Dokonaliśmy zakupu omawianej apteczki „hipermarketowej” i porównujemy ją z apteczką motocyklową, aby na własne oczy przekonać się co jest grane i wyniki przedstawić do wiadomości publicznej.

Komentowanie jest wyłączone