Belgia, Holandia 2002

Zbyt długo w domu nie mogę usiedzieć i z kompanem wielu moich wycieczek Marcinem wybraliśmy się do krajów Beneluxu tj. Belgii i Holandii. Żeby nie było za lekko postanowiliśmy jechać przez  moją ulubioną Pragę Czeską, no i tutaj standardowo ,,parek w rohliku z horcicu” na Vaclavskie Namesti ( dla nie wtajemniczonych hot dog na głównym deptaku ) oraz pyszne piwko głównie Radegast i Staropramen. Oczywiście nie mogliśmy odmówić sobie wizyty na Moście Karola gdzie udało się chyba tylko dzięki kiepskiej pogodzie i wczesnej porze, zrobić zdjęcia bez tysięcy zawsze tędy spacerujących osób. Praga jest zdecydowanie najładniejszą stolicą Europy, aby zwiedzić całą starówkę potrzeba co najmniej 2 pełnych dni, jeżeli jeszcze przy okazji zalicza się większość knajpek z browarkiem to i tygodnia na samą starówkę nie wystarczy.

Niemcy to oddzielny temat tutaj balowaliśmy z miejscowymi Punkami którzy żebrząc na ulicy zbierali na alkohol który razem wypijaliśmy, w zamian za to oni zjadali naszą kiełbasę, a właściwie to ich pies który zjadł nasz tygodniowy zapas kabanosów. Ciekawostka było gdy siedzieliśmy na chodniku pod Mc Donalds druga stroną przechodziła para chłopak z dziewczyną i nie było by w tym  może nic dziwnego gdyby nie to, że ona była goła. Zaczęliśmy bić im brawo było naprawdę zabawnie. Wtedy też pomyśleliśmy by przy najbliższej możliwej okazji zaliczyć berlińską Paradę Miłości.

Jednym z założeń poza pobytem w Brukseli na Grand Platz i wypiciem Martini w centrum zarządzania Unia Europejską  było zaliczenie Morza Północnego co udało się osiągnąć w miejscowości Ostende, trafiliśmy właśnie na odpływ i wchodząc kilkadziesiąt metrów na molo okazało się że nie ma pod nim w ogóle wody, morze cofnęło się daleko zdecydowanie poszerzając plażę, na kąpiele było jednak za zimno i musieliśmy ruszać dalej. Oczywiście byliśmy także obejrzeć siusiającego chłopca symbol Brukseli z którym wiążą się dwie legendy jedna mówi o dziecku który sikając na lont bomby zgasił go i uratował miasto, druga mówi o następcy tronu który zaginął w lasach i odnaleziony został przez leśniczego który usłyszał właśnie jak chłopiec sikał. Figurka często ubierana jest w narodowe stroje członków Unii Europejskiej.

 

Teraz czekają na nas Coffeshop-y i dzielnica czerwonych latarni w Amsterdamie stolicy Holandii. Niestety jest całkowity zakaz fotografowania zgrabnych dziewcząt wyginających się w oszklonych kamienicach kusząco zapraszających klientów, tak więc poza tym opisem nie pozostał żaden ślad naszego tam pobytu. Dzielnica naprawdę ciekawa turystycznie, czuliśmy się jednak dziwnie gdy podjechała do nas Policjantka na rowerze i kazała wylać do kanału właśnie napoczęte wino, w miejscu gdzie na każdym rogu znajduje się Coffeshop z miękkimi narkotykami, a przed każdym z nich stoi kilku murzynów handlujących mocniejszymi używkami. Dziwne – palić haszysz można, alkoholu pic juz nie.

Powrót był trochę cięższy gdyż wracaliśmy już zupełnie trzeźwi i chyba głownie przez to sporo błądziliśmy a większość pociągów nam nie pasowała, dla odmiany w tamtą stronę mając we krwi po kilka promili trafialiśmy wszędzie bez najmniejszych problemów. 

Komentowanie jest wyłączone